Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony Uli­ce mok­re od łez przyz­wyczaiły się do sza­rości nieba w Twych oczach Ludzie wciąż myśle­li o tym co za na­mi A ja kryłam się we wzroku za­myślo­ne­go słowika za­du­ma­ne­go nad umiera­niem je­sien­ne­go ko­lo­ru drzew A ja kryłam się w na­gości drzew, które swym smutkiem Przy­niosły wspomnienia Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony A we mnie kwitnął ogród Twej miłości... - Cytaty w Butelce

Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony Uli­ce mok­re od łez przyz­wyczaiły się do sza­rości nieba w Twych oczach Ludzie wciąż myśle­li o tym co za na­mi A ja kryłam się we wzroku za­myślo­ne­go słowika za­du­ma­ne­go nad umiera­niem je­sien­ne­go ko­lo­ru drzew A ja kryłam się w na­gości drzew, które swym smutkiem Przy­niosły wspomnienia Znałeś mnie je­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nej strony A we mnie kwitnął ogród Twej miłości...


znałeś-mnie-­dy­nie-z tej jed­nej-­­nej-strony-uli­-mok­re-od łez-przyz­wyczaiły ę-do sza­roś-nieba-w twych-oczach-ludzie-wciąż
fleurdeliceznałeśmnieje­dy­niez tej jed­nejje­sien­nejstronyuli­cemok­reod łezprzyz­wyczaiły siędo sza­rościniebaw twychoczachludziewciążmyśle­lio tymco za na­mija kryłam sięwe wzrokuza­myślo­ne­gosłowikaza­du­ma­ne­gonadumiera­niemje­sien­ne­goko­lo­rudrzeww na­gościdrzewktóreswymsmutkiemprzy­niosływspomnieniawe mniekwitnąłogródtwejmiłościznałeś mniemnie je­dy­nieje­dy­nie z tej jed­nejz tej jed­nej je­sien­nejje­sien­nej stronystrony uli­ceuli­ce mok­remok­re od łezod łez przyz­wyczaiły sięprzyz­wyczaiły się do sza­roścido sza­rości niebanieba w twychw twych oczachoczach ludzieludzie wciążwciąż myśle­limyśle­li o tymo tym co za na­mija kryłam się we wzrokuwe wzroku za­myślo­ne­goza­myślo­ne­go słowikasłowika za­du­ma­ne­goza­du­ma­ne­go nadnad umiera­niemumiera­niem je­sien­ne­goje­sien­ne­go ko­lo­ruko­lo­ru drzewja kryłam się w na­gościw na­gości drzewktóre swymswym smutkiemsmutkiem przy­niosłyprzy­niosły wspomnieniawspomnienia znałeśznałeś mniemnie je­dy­nieje­dy­nie z tej jed­nejz tej jed­nej je­sien­nejje­sien­nej stronywe mnie kwitnąłkwitnął ogródogród twejtwej miłościznałeś mnie je­dy­niemnie je­dy­nie z tej jed­nejje­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nejz tej jed­nej je­sien­nej stronyje­sien­nej strony uli­cestrony uli­ce mok­reuli­ce mok­re od łezmok­re od łez przyz­wyczaiły sięod łez przyz­wyczaiły się do sza­rościprzyz­wyczaiły się do sza­rości niebado sza­rości nieba w twychnieba w twych oczachw twych oczach ludzieoczach ludzie wciążludzie wciąż myśle­liwciąż myśle­li o tymmyśle­li o tym co za na­mico za na­mi a ja kryłam sięa ja kryłam się we wzrokuja kryłam się we wzroku za­myślo­ne­gowe wzroku za­myślo­ne­go słowikaza­myślo­ne­go słowika za­du­ma­ne­gosłowika za­du­ma­ne­go nadza­du­ma­ne­go nad umiera­niemnad umiera­niem je­sien­ne­goumiera­niem je­sien­ne­go ko­lo­ruje­sien­ne­go ko­lo­ru drzewdrzew a ja kryłam sięa ja kryłam się w na­gościja kryłam się w na­gości drzewktóre swym smutkiemswym smutkiem przy­niosłysmutkiem przy­niosły wspomnieniaprzy­niosły wspomnienia znałeśwspomnienia znałeś mnieznałeś mnie je­dy­niemnie je­dy­nie z tej jed­nejje­dy­nie z tej jed­nej je­sien­nejz tej jed­nej je­sien­nej stronystrony a we mniea we mnie kwitnąłwe mnie kwitnął ogródkwitnął ogród twejogród twej miłości

Lek­ki wiet­rzyk włosy muska mo­je us­ta, two­je usta... Liście lecą z drzew płomieniem zdradzam ci się głosu drżeniem czyś mi ważny czy nieważny, o kim myślę w chwi­li każdej... Łez­ka deszczu nos mój moczy, a ty masz je­sien­ne oczy Ro­bert po­kazu­je mi swo­je ob­ra­zy, są in­ne. Są ag­re­syw­ne. Py­ta, co na nich widzę, a ja od­po­wiadam: widziałam in­try­gi I spory przeżyłam miłości boje myślałam że nic mnie nie zaskoczy wte­dy poznałam oczy twoje nau­czyłeś mnie inności ma­lowa­nej pędzla smugami de­likat­nej gamy gra­nej z uczu­cia akordami od­mieniłeś mo­je oku­lary są te­raz pełne miłości zdro­wy scep­ty­cyzm zamieniłeś na burzli­we fa­le radości mówisz że to zwyczajność że tak ludzie żyją ja czy­tałam o tym w książkach a ty nie­chcianą codzenność za­mieniłeś na uczu­cia co żyją *** Dział: Liryki *** Zbig­niew Małecki Pot­rze­ba lis­to­pado­wych czułości wzma­ga się szczególnie pod­czas zim­nej i mglis­tej je­sieni wraz z wejściem do ciepłego mie­szka­nia. Naj­gorzej jed­nak, kiedy jest ono nieus­tannie puste. /z de­dykacją dla męczącej je­sien­nej chandry/ Dziew­czy­na ku­piła farbę do włosów będzie ruda jak słońca jęzor we wściekły wieczór na liściach je­sien­ne­go buku Będzie piękna jak roz­tar­gniona brzoza na tle za­myślo­nej tęczy po przejściu burzy Lu­bię patrzeć na jaj rowek między piersiami sprężys­ty­mi jak to­piony serek w kostce z do­dat­kiem salami Sen by­wa za nią spocony i ob­gry­za na­miętnie paznokcie... (W po­ciągu z Wrocławia do Legnicy) ****** *** Każde­go dnia usycham z tęsknoty... ...wys­chnę, jak liść zdmuchnięty je­sien­nym wiatrem i ani śla­du po nim... Roz­wieje mnie wściekle... Nikt mnie już nie rozpozna, nie zobaczy, nie dotknie... Przestanę - czuć, - być, - chcieć... Czy wte­dy zatęsknisz??? Czy będzie Ci mnie brakować??? Czy wte­dy pomyślisz JAK JA JĄ KOCHAŁEM.... Czy ja to usłyszę? Czy Two­ja myśl dot­rze do mnie, a MO­JE SER­CE się ucieszy...? Czy tam gdzieś... po DRU­GIEJ STRO­NIE TĘCZY poczuję, że TĘSKNIŁEŚ??? ****** ***