Kto chce wejść na szczyt, mu­si zaczy­nać od dołu, a po­tem iść krok za kro­kiem, nie przys­pie­szając go. Zły to ta­ter­nik czy al­pi­nis­ta, który zaczy­na wspi­naczkę w góry od zry­wu i wiel­kiego wy­siłku. Dob­ry - idzie krok za kro­kiem, po­woli, spokojnie.


kto-chce-wejść-na szczyt-mu­-zaczy­nać-od dołu-a po­tem-iść-krok-za kro­kiem-nie przys­pie­szając-go-zły to ­ter­nik-czy
stefan wyszyńskiktochcewejśćna szczytmu­sizaczy­naćod dołua po­temiśćkrokza kro­kiemnie przys­pie­szającgozły to ta­ter­nikczyal­pi­nis­taktóryzaczy­nawspi­naczkęw góryod zry­wui wiel­kiegowy­siłkudob­ry  idziepo­wolispokojniekto chcechce wejśćwejść na szczytmu­si zaczy­naćzaczy­nać od dołua po­tem iśćiść krokkrok za kro­kiemnie przys­pie­szając gozły to ta­ter­nik czyczy al­pi­nis­taktóry zaczy­nazaczy­na wspi­naczkęwspi­naczkę w góryw góry od zry­wuod zry­wu i wiel­kiegoi wiel­kiego wy­siłkukrok za kro­kiemkto chce wejśćchce wejść na szczytmu­si zaczy­nać od dołua po­tem iść krokiść krok za kro­kiemzły to ta­ter­nik czy al­pi­nis­taktóry zaczy­na wspi­naczkęzaczy­na wspi­naczkę w górywspi­naczkę w góry od zry­wuw góry od zry­wu i wiel­kiegood zry­wu i wiel­kiego wy­siłku

Łagod­ność to dob­ro w pos­ta­ci czys­tej, niczym nies­każonej; ta­kie, które nie jest wy­nikiem żad­nej kal­ku­lac­ji ani gry czy stra­tegii przys­to­sowa­nia się do sy­tuac­ji al­bo wyu­czo­nych za­sad. Po­tul­ność na­tomiast nieko­nie­cznie mu­si iść w parze z na­turalną dob­ro­cią. Nie mu­si być krys­ta­licznie czys­ta, może wy­nikać z ko­nie­czności by­cia po­tul­nym, po­nieważ te­go wy­magają wa­run­ki zewnętrzne lub ktoś zmuszający nas do tego.Wstaję i zaczy­nam chodzić po Łazien­ce w tę i z pow­ro­tem. Krzyżuję ra­miona i zaczy­nam po­cierać ciało. Ro­bi mi się zim­no i czuję chłód w krzyżu. W jed­nej se­kun­dzie chce mi się płakać, w jed­nej chce mi się za­bijać, w jed­nej chce mi się um­rzeć. Roz­ważam biega­nie, ale nie ma gdzie biegać, więc chodzę szyb­kim kro­kiem, po­cieram ciało i jest mi zimno.` Nie każdy krok jest kro­kiem nap­rzód .Dzi­siaj poz­nałam his­to­rię pew­ne­go psa, które­go opiekun­ka od­dała do schro­nis­ka, po­nieważ za bar­dzo ją kochał. --- To był pies, które­go wzięła ze schro­nis­ka. Tak bar­dzo był jej za to wdzięczny, nie od­stępo­wał jej na krok, bał się od­rzu­cenia, od­da­nia, dla­tego od­wiozła go z pow­ro­tem. Jak twier­dzi dla je­go dob­ra. Dzi­siaj myśli o ko­lej­nym psie.Nie od­wra­caj się, kiedy już pos­ta­nowisz, że zos­ta­wiasz przeszłość za sobą. Po co zaczy­nać wszys­tko od nowa...I widze jak schodzi ko­lej­na la­wina w mym życiu. Jed­na za drugą jak w górach ,wy­wołana nieod­po­wied­nio pos­ta­wionym kro­kiem lub wo­laniem o pomoc.