Jes­teś da­leko, co­raz dalej Los mi za­biera to, co dał I szydzi ze mnie: ty nie szalej Za dużo byś ode mnie chciał Za dużo?- py­tam – To zbyt wiele? To po coś wte­dy mi ją dał? Ja w piątek, świątek i w niedzielę Już od świ­tania bym jej chciał Ko­tecek tęskni?- Znów drwi los Ko­tecek dur­ny sta­ry dziad! I śmieje mi się pros­to w nos Zły los, który mi ciebie skradł Ka­zimierz Winnicki (wszel­kie pra­wa zastrzeżone)  - Cytaty w Butelce

Jes­teś da­leko, co­raz dalej Los mi za­biera to, co dał I szydzi ze mnie: ty nie szalej Za dużo byś ode mnie chciał Za dużo?- py­tam – To zbyt wiele? To po coś wte­dy mi ją dał? Ja w piątek, świątek i w niedzielę Już od świ­tania bym jej chciał Ko­tecek tęskni?- Znów drwi los Ko­tecek dur­ny sta­ry dziad! I śmieje mi się pros­to w nos Zły los, który mi ciebie skradł Ka­zimierz Winnicki (wszel­kie pra­wa zastrzeżone) 


jes­teś-da­leko-co­raz-dalej-los-mi za­biera-to-co dał-i-szydzi-ze mnie-ty nie szalej-za-żo-byś-ode-mnie-chciał-za-żo-py­tam
ernest kawinjes­teśda­lekoco­razdalejlosmi za­bieratoco dałszydzize mniety nie szalejzadużobyśodemniechciałdużopy­tam– to zbytwieletopo cośwte­dymi ją dałjaw piątekświąteki w niedzielęjużod świ­taniabymjejko­tecektęskniznówdrwilosdur­nysta­rydziadśmiejemi siępros­tow noszłylosktórymi ciebieskradłka­zimierzwinnickiwszel­kiepra­wazastrzeżone jes­teś da­lekoco­raz dalejdalej loslos mi za­bieraco dał ii szydziszydzi ze mniety nie szalej zaza dużodużo byśbyś odeode mniemnie chciałchciał zapy­tam – to zbyt– to zbyt wielepo coś wte­dywte­dy mi ją dałja w piątekświątek i w niedzielęi w niedzielę jużjuż od świ­taniaod świ­tania bymbym jejjej chciałchciał ko­tecekznów drwidrwi loslos ko­tecekko­tecek dur­nydur­ny sta­rysta­ry dziadi śmiejeśmieje mi sięmi się pros­topros­to w nosw nos złyzły losktóry mi ciebiemi ciebie skradłskradł ka­zimierzka­zimierz winnickiwinnicki (wszel­kie(wszel­kie pra­wapra­wa zastrzeżone) co­raz dalej losdalej los mi za­bieraco dał i szydzii szydzi ze mniety nie szalej za dużoza dużo byśdużo byś odebyś ode mnieode mnie chciałmnie chciał zapy­tam – to zbyt wielepo coś wte­dy mi ją dałświątek i w niedzielę jużi w niedzielę już od świ­taniajuż od świ­tania bymod świ­tania bym jejbym jej chciałjej chciał ko­tecekznów drwi losdrwi los ko­teceklos ko­tecek dur­nyko­tecek dur­ny sta­rydur­ny sta­ry dziadi śmieje mi sięśmieje mi się pros­tomi się pros­to w nospros­to w nos zływ nos zły losktóry mi ciebie skradłmi ciebie skradł ka­zimierzskradł ka­zimierz winnickika­zimierz winnicki (wszel­kiewinnicki (wszel­kie pra­wa(wszel­kie pra­wa zastrzeżone) 

Zejdź mi z dro­gi pros­ta­ku Rzekł san­dał do kamienia A ka­mień jak leżał tak leży I nic się nie zmienia Ka­zimierz Winnicki (wszel­kie pra­wa zastrzeżone) Dro­gi Boże Dzięku­je. Dziękuję Ci za to, że dałeś mi życie. Po­daro­wałeś mi wiarę, nadzieję, miłość. Całh czas trzy­małeś mnie w Swoich rękach na­wet wte­dy kiedy myślałam, że to nic nie ma sen­su. Po­kazałeś mi czym jest życie. Czym jest ra­dość. Dla mnie zaśpiewały pta­ki i po­kazały jak je dos­ko­nale stworzyłeś. Bo ty jes­teś dos­ko­nały i w To­bie ja jes­tem doskonała. Dziękuję za wszys­tko. Two­ja córka.Ma­ma os­trze­gała mnie przed nar­ko­tyka­mi i in­ny­mi środ­ka­mi uza­leżniający­mi. Zaw­sze sta­rałam się trzy­mać od nich jak naj­da­lej, aby przy­pad­kiem nie skończyć tak jak nar­ko­mani. Wte­dy po­jawiłeś się Ty. Byłeś naj­silniej­szą używką, skut­ka­mi bra­ku Ciebie były łzy i słaby stan psychiczny. Jes­teś nar­ko­tykiem, tak dob­rym, że nie da się te­go opi­sać. Każdy z Nas po­pad­nie kiedyś w to uza­leżnienie. Jest to bo­wiem naj­piękniej­szy nar­ko­tyk, zwa­ny miłością.Choćbym chciał, to co bym chciał I no gdy­bym już miał, to co bym miał I smu­tek mój za­kopałbym przed upadkami Lecz od cza­su do cza­su pod­le­wałbym łzami I ra­dość kiełkującą roz­da­wałbym wokół To­bym i tak ja­koś dziw­nie i ni­jak się czół To przez to, że jes­teś lecz Ciebie nie ma Wten­czas, gdy nie by­wałaś, a bywałaś To mo­ja dusza nie do­tykała zim­ne­go dna Wie­działem też, że nie znałaś lecz kochałaś  Nieobec­ny jes­tem w mo­jej poezji, gdy za­myślam się o Tobie, Gdzieś tam prze­my­kam jak jas­ny pro­mień Słońca który wkradł Ci się dzi­siaj do pokoju... Two­je us­ta chciał podejrzeć Twoją piękną twarz kiedy śpisz (-Widziałem Go! Przyłapałem-) tak byś o tym nie wiedziała pogładził Twój policzek dziś ra­no ! Dla­te­go jes­tem zły Dla­te­go mar­szczę brwi Jes­tem zazdrosny o tę chwilę uciechy jaką mi skradł mo­ja Ty Tyl­ko mo­ja prze­cież jes­teś Tyl­ko zaw­sze Tyl­ko Ty Za wiel­ki­mi góra­mi Zielo­nymi lasami Stoi za­mek ut­ka­ny myśla­mi. Da­leko, za siódmą rzeką Za góra­mi planów prze­lanych Za stru­mieniami łez wylanych. Wy­ruszam tam o zmro­ku Drogą marzeń i snów na ja­wie Pełną wspom­nień i miłości. Tam cze­ka na mnie spokój i cisza I on. Mój zwie­rzak kochany.